Apoloniusz Tajner: „Wiedzieliśmy, że Maciek może być w czołówce”

Apoloniusz Tajner: „Wiedzieliśmy, że Maciek może być w czołówce”

AUTOR: Marcelina Skubis / Biuro Prasowe FIS Grand Prix Wisła 2016 DNIA: 01-08-2016
Prezes Apoloniusz Tajner podsumował start naszych zawodników w zawodach FIS Grand Prix w Wiśle oraz ocenił pierwsze miesiące pracy w Polsce Stefana Horngachera.


Panie Prezesie, chłopaki po słabszym konkursie drużynowym pokazali, że potrafią się zmotywować.

Apoloniusz Tajner: Dokładnie. W dzień konkursu indywidualnego kadra nie robiła żadnego treningu. Trener Horngacher odpuścił ten trening dopołudniowy tak, aby chłopcy bardziej skumulowali energię na zawody. Widać było po chłopakach, że w konkursie indywidualnym byli znacznie spokojniejsi, lepiej zmotywowani, pewniejsi swoich umiejętności, bo w zawodach drużynowych były one dużo poniżej swoich możliwości.

Ta wygrana Macieja Kota była dla pana niespodzianką czy można było się tego spodziewać po wcześniejszych skokach?

Maciek wygrał w Courchevel, więc nie mogła być to wielka niespodzianka, ale w kontekście tego, jak się męczył w konkursie drużynowym, była to pewnego rodzaju niespodzianka. Wiedzieliśmy, że Maciek może być czołówce, ale do zwycięstwa było tutaj więcej kandydatów. W wysokiej formie był Fannemel, poza tym obudzili się Słoweńcy na czele z Peterem Prevcem, dobrze od nich skakał również Robert Kranjec. Oczywiście w dobrej dyspozycji jak zawsze w Wiśle był Andreas Wellinger oraz jeszcze kilku innych zawodników. Do końca można powiedzieć, że nie było pewne, kto wygra, mimo iż Maciek po tej pierwszej serii prowadził czterema punktami. Razem z Adamem Małyszem analizowaliśmy, że stawka była mocno wyrównana i że jest 50 % szans, aby Maciek w ogóle utrzymał się w trójce.

Zawodnicy od ponad trzech miesięcy trenują już ze Stefanem Horngacherem. Czy widać jakieś konkretne zmiany na plus?

Oni są w trakcie zmian, których jest bardzo dużo. Są zmiany w technice, w treningu motorycznym, przede wszystkim w treningu siłowym, dynamice i mocy są bardzo duże zmiany. Zmieniliśmy też osoby współpracujące. Jest też Michał Doleżal, który jest od tych sprzętowych spraw, czyli nowinek, wiązań, nart, a także kombinezonów. Tutaj jedna drobna zmiana goni drugą drobną zmianę. Jak najbardziej to co się już udało zrealizować oceniam bardzo pozytywnie. Zawodnicy są świetnie zmotywowani, mają dużo wiary, że to przyniesie efekt. Potrzeba po prostu jeszcze trochę czasu, a tego akurat do zimy powinno wystarczyć.

Zmian potrzeba też w Zakopanem - jeżeli chodzi o obiekt. Jak wygląda sprawa Wielkiej Krokwi?

Myślę, że ta inwestycja będzie niezagrożona, a w każdym razie wszystko idzie w kierunku przebudowy rozbiegu skoczni. Niedługo zapadnie ostateczna decyzja o profilu Wielkiej Krokwi i o etapizacji tych prac. Mamy zdążyć do końca września, także mamy chyba dość czasu.

Czy Maciek Kot będzie startował we wszystkich konkursach, czy będzie coś odpuszczał?

Nie wiem, o tym zdecyduje trener. Takie decyzje podejmuje się z marszu i według potrzeb. Na razie na ma takiej potrzeby, żeby go wyłączać. To się zobaczy, bo przecież ostatni konkurs jest w październiku, a mamy dopiero koniec lipca.

Jeżeli chodzi o Michała Doleżala, to w kadrze była potrzebna taka osoba i było to zaplanowane po sezonie czy raczej była to inicjatywa Stefana Horngachera?

To była inicjatywa trenera Horngachera, również Doleżal zgłosił chęć współpracy z naszymi zawodnikami. Lubi polskich skoczków i cały ten zespół, ale może to byłoby za mało, jednak dzięki zdecydowanej postawie Stefana Horngachera, udało się nawiązać współpracę. W polskim zespole nie było dotąd takiej osoby, która dopilnuje tych spraw, a od dwóch lat słyszeliśmy regularnie, że coś tam z tym sprzętem nie zdążyliśmy, że coś tam nie było dograne do końca, coś tam się zawaliło itd. To była wyraźna prośba Horngachera i zaakceptowaliśmy ją.

Widać, że Janek Ziobro i inni jeszcze skoczkowie aspirują do występów w kadrze A, poprzez dobre wyniki. Jest taka wewnętrzna rywalizacja w grupie. Jak Pan to widzi?

W sierpniu pierwsza kadra ma być zredukowana do sześciu osób, a wtedy dwójka przejdzie do kadry B, w której będzie ósemka zawodników, nie będzie ona jednak stała. Jeżeli tylko któryś z zawodników podniesie swój poziom sportowy, wtedy będzie szansa, aby został przeniesiony do grupy trenera Horngachera. Natomiast Ci, którzy będą słabnąć, znajdą się w grupie Roberta Matei. Tu obydwie grupy mają porównywalne warunki, Robert Mateja i Horngacher współpracują ze sobą bardzo ściśle. Nawet Maciej Maciusiak bardzo ściśle z nimi współpracuje tyko, że on ma grupkę zdecydowanie młodszą, więc ma również inny charakter pracy.

A to nie przeszkadza, że Horngacher na co dzień mieszka w Niemczech?

Nie przeszkadza. Dość często są te zgrupowania w Polsce, więc on dojeżdża. Drogi są dobre, więc to nie zajmuje już teraz całej wieczności. Planowaliśmy wynająć mu tutaj jakieś mieszkanie, ale on mówił, że nie ma takiej potrzeby. Trudniej było z Hannu Lepistoe, który przylatywał na 5-6 dni, a potem na 2-3 tygodnie wracał, ale on pracował z jednym Małyszem, który tutaj potem miał asystenta i mógł realizować ten trening. Natomiast pracujący z grupą Horngacher wszystko sobie to tak ładnie poustawiał już w kwietniu. Poświęcił cały miesiąc na to, żeby teraz to już dobrze funkcjonowało. Wiem, że sam trener jest z tego bardzo zadowolony, bo wcześniej też nie był pewny tego czy jako związek jesteśmy w stanie sprostać jego oczekiwaniom jako trenera. On pracował w Niemczech, tam te oczekiwania są spełniane po prostu, tam wszystko co potrzebują zawodnicy, to mają. A po drugie nie wiedział jak będzie mu się współpracowało z tą grupą, z tym potencjałem zawodniczym i sztabem szkoleniowym. Mogę przyznać, że naprawdę jest bardzo dobrze i wygląda na to, że na dwa lata mamy dobrą sytuację i zbieżne cele. Stefan Horngacher chce osiągnąć sukces, bo on dalej jako trener ma też swoje plany. Może przedłużymy tą umowę, a może jako trener będzie dalej chciał kontynuować karierę z innymi zespołami. Na razie czekamy na sukcesy i na to, żeby ten potencjał polskich skoków w końcu się pokazał. Nie pojedynczymi wynikami, ale taką ciągłością tych sukcesów większości zawodników. 

Czyli doszliśmy już daleko, ale patrzymy z dużym optymizmem na przyszłość?

Z bardzo dużym, graniczącym z pewnością, że to będzie bardzo dobry sezon, właśnie dlatego, że to tak się układa. Mamy szeroką grupę zawodników i bardzo dobry sztab szkoleniowy. To wszystko tak fajne funkcjonuje, dlatego tak mówię.

Czy ten potencjał widać również w Szczyrku i jest możliwość organizacji tam również zawodów Pucharu Świata? 

To jest skocznia normalna o punkcie K-95, więc na razie walczymy o zachowanie Wisły na stałe. Jeżeli to już nam się uda, wtedy będziemy starać się o organizacje zawodów w Szczyrku. Walter Hofer wie, że cały czas próbujemy wrzucić do kalendarza Szczyrk, ale powiedzmy, że to nie ten moment. Natomiast czasami są okolicznościowe sytuacje. Dwa lata temu na jesieni pojawiła się taka sytuacja i możliwość organizacji dwudniowych zawodów w Wiśle. Także nigdy nie wiadomo jak się wszystko ułoży, trzeba po prostu być bardzo czujnym i wykorzystać taką sytuację jak się pojawi.