Wypowiedzi Polaków po kwalifikacjach

Wypowiedzi Polaków po kwalifikacjach

AUTOR: Barbara Daros / Dominika Sokół DNIA: 16-11-2018
W piątkowych kwalifikacjach awans do konkursu indywidualnego wywalczyło sześciu polskich reprezentantów. Pięciu z nich - Dawid Kubacki, Jakub Wolny, Stefan Hula, Maciej Kot i Kamil Stoch podzieliło się z nami oceną własnych skoków oraz komentarzem na temat warunków na skoczni.

Najlepszy występ w piątkowych kwalifikacjach zaliczył Dawid Kubacki. – Jestem całkiem zadowolony ze swoich skoków. Wiem, że to jeszcze nie jest 100% moich możliwości, ale jest to dobre wejście w ten sezon zimowy.  Miałem całkiem dobrą średnią, co jest efektem naszej pracy i pokazuje, że jesteśmy do tego sezonu dobrze przygotowani. Kubacki zaznacza jednak, że warunki panujące na skoczni były dość wymagające. – Śnieg jakościowo jest moim zdaniem bardzo dobry. Równość spadu oceniłbym jednak na czwórkę z minusem . Jest troszeczkę nierówności, ale i tak wygląda to lepiej niż w zeszłym roku. Widzę, że organizatorzy cały czas pracują i jestem pewien, że z dnia na dzień będzie coraz lepiej. Jak na aktualnie panujące warunki skocznia przygotowana jest perfekcyjnie.

Sztuka awansu do niedzielnego konkursu indywidualnego udała się także Jakubowi Wolnemu. 23-latek z Wilkowic został sklasyfikowany na 28. pozycji. – Jednym z moich celów na dzisiaj było to, żebym nie spalił się na samym początku sezonu i ten cel udało mi się całkiem dobrze zrealizować. Trzeba mieć przede wszystkim czystą głowę. W moim przypadku to jest klucz do sukcesu. Zdaniem Wolnego wiślańska skocznia przygotowana jest dobrze, jednak przez nierówny zeskok bezpieczne lądowanie było niełatwym zadaniem. – Na pewno fajnie, że udało się przygotować tę skocznię. Jest jednak nierówno. Nie tyle boję się lądować, co próbowałem robić telemark, ale nie udało się i noty miałem takie, jakie miałem. Trener uczulał nas, żeby uważać przy lądowaniu, ale po ubiegłym roku wszyscy i tak wiedzieliśmy, czego można się spodziewać.

W niedzielnym konkursie zobaczymy także Stefana Hulę, który zakończył kwalifikacje na 33. miejscu. – Moje dzisiejsze skoki nie były najlepsze. Miałem trochę problemów podczas treningów, trzeci skok był zdecydowanie lepszy. Musiałem złapać trochę czucia w pozycji. Wydaje się, że skocznia przygotowana jest trochę lepiej niż rok temu, ale cudów też nie ma. Na szczęście obyło się bez żadnych wypadków. Po to są skoki treningowe, żeby sprawdzić i wiedzieć gdzie uważać. Myślę, że każdy z nas podszedł do nich na spokojnie i nie ryzykował od razu od pierwszego skoku. O dobre lądowanie jest tu bardzo ciężko, więc nie spodziewajmy się mistrzowskich not za styl.

39. miejsce w kwalifikacjach zajął Maciej Kot. Zakopiańczyk nie jest zadowolony ze swoich skoków w Wiśle. – Serce zadrżało mi, kiedy analizowałem skoki. Na progu nie miałem panowania nad nartami. Było prawie tak, jakby to one panowały nade mną, przez co zdecydowaliśmy się na powrót do starego sprzętu i pewnych elementów. Wiadomo, że po dwóch złych skokach ciężko jest od razu oddać lepszy, zwłaszcza jeśli nie ma tego dobrego czucia. Wiadomo też, że moja pewność siebie mocno podupadła i trzeba było po prostu oddać skok na dobrym poziomie. Pomimo słabego występu Zakopiańczyk podchodzi do konkursu ze spokojem. – Staram się zachowywać spokój. Tych ważnych skoków mam przed sobą jeszcze bardzo dużo. Najważniejsze, że udało się wywalczyć kwalifikację.

O sporym szczęściu może mówić Kamil Stoch, który po nieudanym skoku zakończył rundę kwalifikacyjną na 48. Miejscu.Dzisiaj rozbieg sprawiał mi trochę trudności, nie mogłem złapać dobrego czucia w pozycji najazdowej. To mój problem, nad którym pracuję od kilku tygodni. W Zakopanem było już dobrze, ale tutejsze tory trochę się różnią i muszę znaleźć nową receptę na lepsze skoki. Czasem niestety się to nie udaje i wychodzą takie jak dzisiaj skoki. Stoch nie kryje jednak zadowolenia, że pomimo słabego występu w kwalifikacjach, wystąpi w niedzielnym konkursie indywidualnym. - Byłem pewny, że dzisiaj wracam do domu, ale na szczęście mam jeszcze szansę na występ. Może nie uda mi się tutaj nic wielkiego zdziałać, ale będę mógł popracować i poskakać na śniegu, na który tak długo czekałem. Zwycięzca zeszłorocznego Pucharu Świata zwrócił uwagę na trudne warunki śniegowe panujące na skoczni w Wiśle. - Nie będę ściemniał że warunki są idealne. Jest bardzo nierówno, ale spodziewaliśmy się tego wcześniej - tak też było w ubiegłym roku. Na zeskoku powstają kryształki śniegu, które później przechodzą bardziej w piasek, a po skokach kilkunastu zawodników tworzą się dziury. Trzeba po prostu bardzo uważać. Nie dziwię się, że niektórzy zawodnicy nawet nie próbują lądować telemarkiem. Na tym etapie najważniejsze jest bezpieczeństwo i przetrwanie.